Wczoraj była chyba najlepsza wigilia w moim życiu... Całą spędziłam z Kuba... Było cudownie...
*20 grudnia*
Siedziałam smutna w stajni gdy podszedł do mnie Kuba
- Co się stało? - zapytał
- Nic... - powiedziałam czyszcząc Bellę
- No proszę powiedz... - zrobił słodkie oczy szczeniaczka
- Musze wyjechać na święta... - powiedziałam smutna
- Och... - powiedział teraz również smutny - Czyli zamykasz stadninę?
- Nie...Ty się nią zajmij, co? - zapytałam
- Ja?
- Tak... Tylko do cb mam zaufanie... - powiedziałam i łza pociekła mi po policzku
- Jess... Nie płacz... - przytulił mnie
- Staram sił... Mamy lecieć do Paryża... Miasta moich marzeń... I klasa... - powiedziałam płacząc
- Leć... Niech twoje marzenie się spełni... - powiedział i pocałował mnie w usta
- Nie spełni się gdy cb nie będzie... Ale rodzice się nie zgodzą... - powiedziałam smutna
- Gdy wrócisz nigdy cie nie opuszczę... - szepnął mi do ucha
Ja tylko uśmiechnęłam się przez łzy...
- Musze już jechać... - powiedziałam odkładając szczotkę i wychodząc z boksu
- Zobaczymy się... W Nowym Roku... - powiedziałam przez łzy - Żegnaj... - poszam do swojego pokoju po torbę a później wsiadłam do limuzyny...
Przez 2 godziny płakalam w drodze... Po 2 godzinach coś postanowiłam...
...
*23 grudzień (godz. 24.00)*
Siedziałam w swoim pokoju a obok mnie... Kuba! Tak wróciłam do stadniny... Zrezygnowałam z marzenia dla miłości do chłopaka i koni...
- Nadal nie wierze ze wróciłaś... - powiedział mój ukochany
- To pomogę ci uwierzyć... - pocałowałam go długo...
- Nadal nie wierzę... - powiedział chytrze, po czym pocałował mnie dłużej i namiętniej
- Tak lepiej... - powiedział uśmiechając się do mnie
Spojrzałam na zegar i powiedziałam do niego
- Wszystkiego najlepszego z okazji świąt... - powiedział do mnie i zaczął całować po szyi
- I wzajemnie... - powiedziałam do niego
*Chwila ciszy*
- Cóż... Musze iść... - powiedziałam wstając
- ?
- Idę robić jedzenie... U nas w rodzinie o tej porze się nie śpi tylko przygotowuje do wigilii..
- Aha... Przyda ci się pomoc?
- Taa... Trzeba zrobię jakieś 15 dań...
- Spoko... - powiedział i razem poszliśmy do kuchni
Czas minął bardzo fajnie... Najpierw zrobiliśmy karpia, później sałatkę... Robiliśmy tak całą noc... Rano około 5.00 rano do kuchni weszła reszta
- Co do... - powiedział Zayn patrząc jak w piekarniku piecze się ciasto
- Co? Dziś wigilia! - uśmiechnęłam się do niego - I razem z Kuba robimy jedzenie...
- Mu chyba nie o to chodzi... - szepnął mi do ucha Kuba
- No co... Wróciłam... Zrezygnowałam z marzeń dla Ku... Koni... - powiedziałam szybko aby się nie zorientowali ze chodzi o Kubę a nie konie...
<Kuba dokończ>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz